-
21. Data: 2004-12-14 16:16:31
Temat: Re: Jestem wybredny?
Od: e...@o...pl
>
> Tak, czasami lepiej pozyc jeszcze na garnuszku i znalezc prace
> ktora nie wykonczy Cie psychicznie.
>
>
> Kira
To powodzenia - jak znajdziesz taką pracą to daj mi znać gdzie...
E.
--
Wysłano z serwisu OnetNiusy: http://niusy.onet.pl
-
22. Data: 2004-12-14 16:17:12
Temat: Re: Jestem wybredny?
Od: Kira <k...@e...pl>
Re to: e...@o...pl [14 Dec 2004 17:08:25 +0100]:
> z czego ten facet żyje? No przecież nie z powietrza,
> tzn.,ze wykorzystuje innych i chyba wcale mu to specjalnie
> nie przeszkadza
A mnie to z kolei dziwi, u mnie w rodzinie jest zwyczaj
pomagania sobie nawzajem i nikt nie mowi "wykorzystywanie".
Gdyby Twoj syn byl w takiej sytuacji i wiedzialabys ze nie
wytrzyma takiej pracy to powaznie zagnalabys go do niej
zeby Cie tylko nie wykorzystywal?
Kira
-
23. Data: 2004-12-14 16:25:34
Temat: Re: Jestem wybredny?
Od: Kira <k...@e...pl>
Re to: e...@o...pl [14 Dec 2004 17:16:31 +0100]:
> To powodzenia - jak znajdziesz taką pracą to daj mi znać gdzie...
Znalazlam. U siebie.
Kira
-
24. Data: 2004-12-14 16:46:11
Temat: Re: Jestem wybredny?
Od: "Greg" <ozma@BEZ_SPAMUop.pl>
Użytkownik w news:20f6.00000530.41bf0ff2@newsgate.onet.pl napisał(a):
>
>> Uważasz, że każdy może robić wszystko?
> Nie dociera jednak do mnie rozumowanie w ten sposób, ze dwa lata
> jestem bez pracy i mogę być dalej,
Przewidujesz jakąś trzecią opcję? Bo chyba o to chodzi. Mam wrażenie, że
zrozumiałaś jego wypowiedź mniej więcej tak: "odrzucam tę propozycję i w
ogóle daje sobie siana z szukaniem pracy na kolejne dwa lata". Moim zdaniem
zaś nie o to chodzi - proste stwierdzenie faktu. Skoro nie przyjął tej
oferty to nadal jest bezrobotnym (co nie jest równoznaczne rezygnacji z
poszukiwania pracy). Upraszczając można więc przyjąć, że stanął przed
wyborem - bezrobocie, czy praca przy zwłokach. Pomimo szczerych chęci
doszedł do wniosku, że jednak rady sobie nie da. Efekt jest taki, że musi
znaleźć coś innego, a do tego czasu będzie bezrobotnym. Druga opcja jest
taka, że bierzę tę pracę i... co? Bezrobotnym przez jakiś czas nie będzie,
ale jak będzie wykonywać tę pracę? Jaki będzie to miało wpływ na jego
samopoczucie? Najprawdopodobniej po krótkim czasie i tak by zrezygnował nie
dając rady, więc po co w ogóle zaczynać (marnować czas własny i pracodawcy)?
O co więc Ci chodzi? Rozumiem, gdyby od razu był na nie, nie wiedząc nawet o
co tak właściwie się rozchodzi. Ale po jego wypowiedzi widać, że decyzja
była jak najbardziej przemyślana. Był na miejscu, widział jak się to odbywa.
Ja osobiście pewnie i po 10 latach bezrobocia* na taką pracę bym się nie
zdecydował, bo się do tego po prostu nie nadaję. I nie wynika to z mojego
lenistwa. Po prostu psychika nie ta. Być może gdybym przymierał z głodu
zdecydowałabym się - nie jest to jednak pewne.
* 10 lat by nie było, bo złapałbym się 'czegokolwiek' - mógłbym nawet buty
na ulicy pastować. Mógłbym robić wiele rzeczy, ale akurat nie to.
Przykładowo jestem pełen uznania dla strażaków. Pomimo tego jak postrzegam
ich pracę nie będę próbował stać się jednym z nich, ponieważ psychicznie nie
nadaję się do tej pracy. Ciężko słuchać o tym co czasem przychodzi im
oglądać, a co dopiero zobaczyć to na własne oczy. Może w trakcie akcji jest
inaczej - myśli się o czymś innym. Ale co po akcji?
pozdrawiam
Greg
-
25. Data: 2004-12-14 16:55:11
Temat: Re: Jestem wybredny?
Od: "Greg" <ozma@BEZ_SPAMUop.pl>
Użytkownik w news:20f6.00000534.41bf11de@newsgate.onet.pl napisał(a):
>
>> Tak, czasami lepiej pozyc jeszcze na garnuszku i znalezc
>> prace ktora nie wykonczy Cie psychicznie.
> To powodzenia - jak znajdziesz taką pracą to daj mi znać gdzie...
To brzmi wręcz jak zasada - praca wykańcza psychicznie. Taka jej natura
uważasz? Moim zdaniem raczej patologia. Fakt, że ostatnio częstsza, ale też
bez przesady. Są ludzie, którym praca przynosi nie tylko zarobek, ale
jeszcze satysfakcję - np. mnie (chociaż bywają gorsze dni). Po środku
(zdecydowana większość przypadków) praca, która może męczyć, ale nie
wykańcza. No i są też posady, które w psychice sieją niezłe spustoszenie.
Tych w miarę możliwości trzeba unikać jak ognia. Tak właśnie zrobił
Krzysztofsf. Mam nadzieję, że podobnie jak ja nie życzysz mu, aby
kiedykolwiek znalazł się w takiej sytuacji, gdy będzie musiał jednak podjąć
taką posadę.
pozdrawiam
Greg
-
26. Data: 2004-12-14 17:14:11
Temat: Re: Jestem wybredny? (a to zle?)
Od: Kira <k...@e...pl>
Re to: Karol [Tue, 14 Dec 2004 14:13:59 +0100]:
> Tak jesteś, niektórzy muszą kopać ręcznie groby aby zarobić
> na chleb dla dzieci, tak więc praca na stanowisku operatora
> była by super.
No wlasnie, ja sie zastanawiam tylko nad jednym:
Dlaczego bycie wybrednym w wyborze pracy jest postrzegane
zazwyczaj raczej negatywnie?
Przeciez jakby nie patrzec jest to decyzja gdzie i w jaki
sposob bedziemy spedzac spora czesc naszego zycia. Niemal
codziennie, kazdego tygodnia, przez dluzszy czas.
I co, nalezy ja podejmowac nie na podstawie tego czego MY
chcemy tylko "bo ktos nie moze wybierac wiec nalezy brac
cokolwiek"?...
Kira
-
27. Data: 2004-12-14 17:19:05
Temat: Re: Fascynujace zajecie - ta kremacja! Jestem wybredny?
Od: wojtek <g...@z...pbz>
Kira napisał(a):
> Ja tu braku szacunku nie widze akurat. Ja tez w zyciu i chyba
> za zadne pieniadze nie wzielabym tego typu pracy. Nie dlatego
> ze jakis brak szacunku -- po prostu znam siebie i wiem jak
> taka praca moglaby na mnie wplynac. A nie usmiecha mi sie potem
> wydawanie wiekszej czesci wyplaty na psychologow.
zgodzę się że nie jest to praca dla każdego,ale 2 lata na bezrobociu
,średnia krajowa,to w takim razie co on zamierza robić ze swoim życiem ?
użalać się nad swoją psychiką jak jest biedny i wrażliwy
-
28. Data: 2004-12-14 17:27:53
Temat: Re: Jestem wybredny?
Od: Mo <l...@g...nie-smiec>
Ktoś (e...@o...pl, a któżby!) wyklepał:
> Nie, uważam, że praca przy "nieboszczykach" moze nie jest najciekawsza i może
> brzydzić, odrzucać - fakt. Nie dociera jednak do mnie rozumowanie w ten
> sposób, ze dwa lata jestem bez pracy i mogę być dalej, nie przysługuje mi
> zasiłek, to co... z czego ten facet żyje? No przecież nie z powietrza, tzn.,ze
> wykorzystuje innych i chyba wcale mu to specjalnie nie przeszkadza
Nie bierzesz pod uwagę paru rzeczy: aspektu psychicznego, o którymś już
ktoś pisał. Mogłabyś być np. patologiem sądowym? czy choćby lekarzem?
A druga sprawa, dla mnie ważniejsza - to jest praca dla człowieka,
któremu już niewiele do emerytury brakuje, dla człowieka, któremu
faktycznie nic się nie chce robić, dla człowieka, który już niczego od
życia nie oczekuje, to jest praca do końca aktywności zawodowej. Nie
wiem, jakie wykształcenie ma Krzysztof, wątpię, żeby to było
"specjalista od unicestwiania ziemskich szczątków dusz odwołanych w
niebyt" ;-) (z całym szacunkiem!). Gdyby nadszedł taki moment, ze już by
nie mógł tego znieść, czy inny powód zmiany pracy, myślisz, że jaką on z
takim doświadczeniem znajdzie? Po kilku latach bezczynności w swoim
zawodzie (a nie jest chyba zwykłym robolem skoro aplikował do "obsługi
komputera"...)?
Pozdrawiam
M.
--
Bywają takie chwile z życiu człowieka, kiedy żadne radio nie gra jego
ulubionej piosenki...
-
29. Data: 2004-12-14 17:38:28
Temat: Re: Jestem wybredny? (a to zle?)
Od: "Greg" <ozma@BEZ_SPAMUop.pl>
Kira w news:cpn723$djg$1@atlantis.news.tpi.pl napisał(a):
>
> Dlaczego bycie wybrednym w wyborze pracy jest
> postrzegane zazwyczaj raczej negatywnie?
Bo często bywa tak, że ktoś chce zarobić jak najwięcej robiąc jak najmniej.
I w sumie nie ma co się dziwić takiemu podejściu. Człowiek pracuje głównie
po to aby żyć - nie odwrotnie. Ale znam ludzi, którzy pod tym względem
przesadzają. Narzekają, że pracy nie ma, a gdy pojawia się możliwość zarobku
to rezygnują. Jednak nie dlatego, że istnieją jakieś faktyczne
przeciwskazania. Robią to ze zwykłego wygodnictwa. Można powiedzieć, że
Krzysztofsf niewiele się od nich różni. W końcu również wybrał to co jest
dla niego bardziej wygodne. Dla mnie jednak jest różnica, a granicę określam
intuicyjnie. Jeśli np. dziewczyna jakiejś pracy nie chce podjąć bo...
jeszcze sobie paznokcie połamie, to dla mnie jest to żałosne.
Uważam, że działania z grubsza można podzielić na takie trzy podstawowe
stopnie, które od konkretnego człowieka:
- (I) nie wymagają większego wysiłku,
- (II) wymagające już pewnego zaangażowania,
- (III) wymagają sporego zacięcia (bardziej obrazowo: "nie wiedziałem(am) że
jestem do tego zdolny(a), że potrafię fizycznie i/lub psychicznie tyle
wytrzymać).
Nie mam nic przeciwko ludziom, którzy rezygnują przy każdym poziomie
zaangażowania i przyznają się do tego. Jeśli ktoś jednak zaczyna marudzić...
zrozumieć mogę tylko tych, którzy rezygnują z trzeciego stopnia
zaangażowania. Jeśli mówią, że jest tragicznie - możliwe, że nawet
rezygnacja z trzeciego stopnia zaangażowania będzie dla mnie niezrozumiała.
Ale też nie do końca, ponieważ są pewne granice (cel nie uświęca środków).
pozdrawiam
Greg
-
30. Data: 2004-12-14 17:38:43
Temat: Re: Jestem wybredny?
Od: wojtek <g...@z...pbz>
Mo napisał(a):
> A druga sprawa, dla mnie ważniejsza - to jest praca dla człowieka,
> któremu już niewiele do emerytury brakuje, dla człowieka, któremu
> faktycznie nic się nie chce robić, dla człowieka, który już niczego od
> życia nie oczekuje, to jest praca do końca aktywności zawodowej
no to jest ryzyko ze jeszcze położy się w trumnie i sam wjedzie do pieca
z takim podejściem
.
> niebyt" ;-) (z całym szacunkiem!). Gdyby nadszedł taki moment, ze już by
> nie mógł tego znieść, czy inny powód zmiany pracy, myślisz, że jaką on z
> takim doświadczeniem znajdzie?
myślę że jest to poważna praca,i z pewnością wielu pracodawców by go
zatrudniło ,ale skoro siedzenie na bezrobociu jest lepsze...szkoda ze
autor wątku nie zdradzić z czego się utrzymuje,może to by trochę
wyjaśniło sytuacje