-
1. Data: 2008-11-06 22:39:42
Temat: Czy "obietnica" pracy ma jakieś znaczenie?
Od: njc <n...@w...pl>
Witam,
Sytuacja przedstawia się tak: jakiś czas temu pewna firma złożyła mi
propozycję współpracy. W firmie tej pracowałem wcześniej, potem
rozstaliśmy się (za porozumieniem stron), po kilku miesiącach odezwali
się do mnie czy nie chciałbym wrócić. Chciałem, z tym, że dokończyć
musiałem pewien projekt, więc uzgodniliśmy czas rozpoczęcia pracy na
pewną datę.
Na niedługo przed tą datą (parę dni) szef tej firmy skontaktował się
ze mną, z informacją, że z powodów organizacyjnych przyjęcie do pracy
opóźni się o 2-3 tygodnie, natomiast miejsce na mnie na 100% czeka.
Po dalszych 3 tygodniach sytuacja się powtórzyła - ponowne odsunięcie,
z zapewnieniem, że tym razem już na pewno i na 100%.
Gdyby to była bajka, sytuacja powtórzyłaby się jeszcze raz - zawsze do
trzech razy sztuka. Jednak za trzecim razem powiadomiono mnie, że jednak
firma postanowiła nie zatrudniać nikogo przez przynajmniej 2-3 miesiące.
Przez ten czas oczekiwania na rozpoczęcie "pracy", odsuwany za każdym
razem, dostałem kilka dość dobrych propozycji zatrudnienia - ale
odrzucałem je, motywując to przed sobą tym, że przecież nie mogę tamtej
firmy zostawić na lodzie, mieliśmy gentlemen's agreement... :)
Cała sprawa jest już dość dawna, ale interesuje mnie, jak to wygląda z
punktu widzenia przepisów - całą korespondencję z tamtą firmą
prowadziłem drogą mailową, więc jest to w jakiś sposób udokumentowane...
Czy taka obietnica zatrudnienia złożona przez prezesa firmy nie ma mocy
jakiejś przedwstępnej ustnej umowy i nie jest wiążąca dla stron w jakiś
sposób? W szczególności, czy nie można się domagać od nich odszkodowania
za poniesione (w wyniku oczekiwania na zatrudnienie i odrzucenia innych
ofert pracy) realne finansowe straty?
pozdrawiam,
njc
-
2. Data: 2008-11-06 23:32:25
Temat: Re: Czy "obietnica" pracy ma jakieś znaczenie?
Od: "Jotte" <t...@w...spam.wypad.polska>
W wiadomości news:ha8cu5-ppj.ln1@eira.maczewski.dyndns.org njc
<n...@w...pl> pisze:
> Sytuacja przedstawia się tak: jakiś czas temu pewna firma złożyła mi
> propozycję współpracy. W firmie tej pracowałem wcześniej, potem
> rozstaliśmy się (za porozumieniem stron), po kilku miesiącach odezwali się
> do mnie czy nie chciałbym wrócić. Chciałem, z tym, że dokończyć musiałem
> pewien projekt, więc uzgodniliśmy czas rozpoczęcia pracy na pewną datę.
> Na niedługo przed tą datą (parę dni) szef tej firmy skontaktował się ze
> mną, z informacją, że z powodów organizacyjnych przyjęcie do pracy opóźni
> się o 2-3 tygodnie, natomiast miejsce na mnie na 100% czeka.
Czemu więc nie zażądałeś podpisania umowy z datą rozpoczęcia jej wykonywania
za 3 tygodnie?
> Po dalszych 3 tygodniach sytuacja się powtórzyła - ponowne odsunięcie, z
> zapewnieniem, że tym razem już na pewno i na 100%.
I ty jeszcze się nie pokapowałeś co jest grane???
> Gdyby to była bajka, sytuacja powtórzyłaby się jeszcze raz - zawsze do
> trzech razy sztuka. Jednak za trzecim razem powiadomiono mnie, że jednak
> firma postanowiła nie zatrudniać nikogo przez przynajmniej 2-3 miesiące.
Chyba nie byłeś zaskoczony?
> Przez ten czas oczekiwania na rozpoczęcie "pracy", odsuwany za każdym
> razem, dostałem kilka dość dobrych propozycji zatrudnienia - ale
> odrzucałem je, motywując to przed sobą tym, że przecież nie mogę tamtej
> firmy zostawić na lodzie, mieliśmy gentlemen's agreement... :)
Ani argeement, ani już w szczególności gentlemen's.
> Cała sprawa jest już dość dawna, ale interesuje mnie, jak to wygląda z
> punktu widzenia przepisów - całą korespondencję z tamtą firmą prowadziłem
> drogą mailową, więc jest to w jakiś sposób udokumentowane...
W żaden.
> Czy taka obietnica zatrudnienia złożona przez prezesa firmy nie ma mocy
> jakiejś przedwstępnej ustnej umowy i nie jest wiążąca dla stron w jakiś
> sposób? W szczególności, czy nie można się domagać od nich odszkodowania
> za poniesione (w wyniku oczekiwania na zatrudnienie i odrzucenia innych
> ofert pracy) realne finansowe straty?
Na gruncie prawa pracy to IMO nierealne. A cywilnie? Umiesz cokolwiek
udowodnić?
--
Jotte
-
3. Data: 2008-11-07 05:43:51
Temat: Re: Czy "obietnica" pracy ma jakieś znaczenie?
Od: njc <n...@w...pl>
Jotte pisze:
> Czemu więc nie zażądałeś podpisania umowy z datą rozpoczęcia jej
> wykonywania za 3 tygodnie?
>
(...)
> I ty jeszcze się nie pokapowałeś co jest grane???
>
No wlasnie wtedy jeszcze nie... znając tę firmię wiedziałem, że to taki
burdel na kółkach jest, więc, wbrew temu, co możesz myśleć, brzmiało to
prawdopodobnie;)
> Chyba nie byłeś zaskoczony?
>
Wtedy już nie... ale nie o to chodzi, prawda? :)
> Ani argeement, ani już w szczególności gentlemen's.
>
(...)
> W żaden.
>
Serio? Podpisane kwalifikowanym certyfikatem maile nie są żadną
dokumentacją?
> Na gruncie prawa pracy to IMO nierealne. A cywilnie? Umiesz cokolwiek
> udowodnić?
>
Zastanawiam się właśnie, czy coś takiego nie ma mocy wiążącej (w końcu
istnieje pojęcie umowy ustnej, nie? co prawda nasza korespondencja nie
wyczerpywała wszystkich znamion umowy, ale na przykład czas rozpoczęcia
pracy, jej wymiar, miejsce i wynagrodzenie zostało ustalone). Jeśli nie,
to nie będę się szarpać, natomiast interesuje mnie sam fakt :)
Pytając, kierowałem się między innymi tym
<http://e-prawnik.pl/stosunek-pracy/ustna-lub-dorozu
miana-umowa-o-prace,odpowiedzi,prawo-pracy>;
co prawda tyczy się to sytuacji, gdy wykonywanie pracy zostało
rozpoczęte - ale zawsze jakaś wykładnia jest :)
pozdrawiam,
njc
-
4. Data: 2008-11-07 08:21:58
Temat: Re: Czy "obietnica" pracy ma jakieś znaczenie?
Od: leszek <s...@g...pl>
Przede wszystkim musiałbyś wskazać, jaką konkretną stratę poniosłeś i
jak ja wyliczyć. Gdyż argument, że odrzucałes intrantne propozycje
pracy i na tym polega twoja "strata" jest dosyć cienkie i raczej
wątpie czy zbudujesz na tym jakis wywód do pokazania w sądzie. Na czym
ma polegać strata - różnica miedzy oczekiwanym wynagrodzeniem w
odrzuconej ofercie i aktualnym wynagrodzeniem ? Poza tym, jest wiele
powodów dla których nie przyjmujesz oferty, dośc trudno jest
udowodnić, ze jedyną przyczyną odrzucenia jest oczekiwanie na
spełnienie zlozonej propozycji.
Co innego, gdybyś mając propozycję złozyl wypowiedzenie w twojej
obecnej firmie, i potem zostal na lodzie, gdyz na przykład twoja
obecna firma na twoje miejsce juz zatrudniła inna osobe i etat jest
zajęty, Wtedy twoja strata jest oczywista, i domaganie się
odszkodowania w wysokości np. trzykrotnego miesięcznego obiecanego ci
wynagrodzenie może mieć sens. Ale nawet w takiej sytuacji, jesli nie
masz konkretnego listu intencyjnego, mając tylko mejle, raczej bez
prawnika nic nie zwojujesz.
-
5. Data: 2008-11-07 14:07:03
Temat: Re: Czy "obietnica" pracy ma jakieś znaczenie?
Od: "Jotte" <t...@w...spam.wypad.polska>
W wiadomości news:q51du5-sql.ln1@eira.maczewski.dyndns.org njc
<n...@w...pl> pisze:
>> I ty jeszcze się nie pokapowałeś co jest grane???
> No wlasnie wtedy jeszcze nie... znając tę firmię wiedziałem, że to taki
> burdel na kółkach jest, więc, wbrew temu, co możesz myśleć, brzmiało to
> prawdopodobnie;)
Nie rozumiem - wiedziałeś, że to burdel na kółkach i gadanki zabrzmiały ci
prawdopodobnie?
>> W żaden.
> Serio? Podpisane kwalifikowanym certyfikatem maile nie są żadną
> dokumentacją?
Nic wcześniej o podpisie elektronicznym nie pisałeś.
Obie strony go oczywiście użyły?
Pytam trochę z ciekawości, bo to w zasadzie samo w sobie i tak raczej
niczego realnego ci nie umożliwi.
I jeszcze jedno, a własciwie najważniejsze - certyfikowany to znaczy, że w
grę wchodzi udział tzw. zaufanej trzeciej strony. Czy jest nią instytucja
uznawana przez nasz kraj? Nasze przepisy o "ważności" podpisu
elektronicznego raczkują, pamiętaj o tym.
>> Na gruncie prawa pracy to IMO nierealne. A cywilnie? Umiesz cokolwiek
>> udowodnić?
> Zastanawiam się właśnie, czy coś takiego nie ma mocy wiążącej (w końcu
> istnieje pojęcie umowy ustnej, nie?
Istnieje. Ale istnieje także art. 29 §2 KP.
> co prawda nasza korespondencja nie wyczerpywała wszystkich znamion umowy,
> ale na przykład czas rozpoczęcia pracy, jej wymiar, miejsce i
> wynagrodzenie zostało ustalone).
Brak bardzo istotnych elementów.
http://www.twoja-firma.pl/artykuly/55,co-jest-wazne-
w-umowie-o-prace.html
> Jeśli nie, to nie będę się szarpać, natomiast interesuje mnie sam fakt :)
Moim zdaniem nie masz podstaw do roszczeń, choć oczywiście próbować zawsze
możesz.
> Pytając, kierowałem się między innymi tym
> <http://e-prawnik.pl/stosunek-pracy/ustna-lub-dorozu
miana-umowa-o-prace,od
> powiedzi,prawo-pracy>; co prawda tyczy się to sytuacji, gdy wykonywanie
> pracy zostało rozpoczęte - ale zawsze jakaś wykładnia jest :)
To nie jest żadna wykładnia, to tylko zdanie/opinia jakiegoś prawnika
(najprawdopodobniej) zamieszczone na portalu.
Raz jeszcze powtórzę - w takich sytuacjach należy zaproponować zawarcie
umowy wstępnej (nie wiadomo czemu przez wielu nazywanej umową przedwstępną -
analfabetyzm?) i po reakcji bez trudu rozpoznać z kim i jaka sprawa.
--
Jotte
-
6. Data: 2008-11-08 22:51:55
Temat: Re: Czy "obietnica" pracy ma jakieś znaczenie?
Od: "Noe Bat" <n...@o...pl>
Użytkownik "Jotte" <t...@w...spam.wypad.polska>
>
>> Sytuacja przedstawia się tak: jakiś czas temu pewna firma złożyła mi
>> propozycję współpracy. W firmie tej pracowałem wcześniej, potem
>> rozstaliśmy się (za porozumieniem stron), po kilku miesiącach odezwali się
>> do mnie czy nie chciałbym wrócić. Chciałem, z tym, że dokończyć musiałem
>> pewien projekt, więc uzgodniliśmy czas rozpoczęcia pracy na pewną datę.
>> Na niedługo przed tą datą (parę dni) szef tej firmy skontaktował się ze
>> mną, z informacją, że z powodów organizacyjnych przyjęcie do pracy opóźni
>> się o 2-3 tygodnie, natomiast miejsce na mnie na 100% czeka.
> Czemu więc nie zażądałeś podpisania umowy z datą rozpoczęcia jej wykonywania
> za 3 tygodnie?
Toż umówił się tyle, że nie na piśmie
-
7. Data: 2008-11-08 23:15:26
Temat: Re: Czy "obietnica" pracy ma jakieś znaczenie?
Od: "Noe Bat" <n...@o...pl>
Użytkownik "njc" <n...@w...pl>
>
>> Ani argeement, ani już w szczególności gentlemen's.
>>
> (...)
>> W żaden.
>>
> Serio? Podpisane kwalifikowanym certyfikatem maile nie są żadną
> dokumentacją?
Oczywiście są :) tylko ktoś musiałby najpierw tak to robić.
-
8. Data: 2008-11-08 23:19:51
Temat: Re: Czy "obietnica" pracy ma jakieś znaczenie?
Od: "Noe Bat" <n...@o...pl>
Użytkownik "Jotte" <t...@w...spam.wypad.polska>
>
>>> W żaden.
>> Serio? Podpisane kwalifikowanym certyfikatem maile nie są żadną
>> dokumentacją?
> Nic wcześniej o podpisie elektronicznym nie pisałeś.
> Obie strony go oczywiście użyły?
Brak podpisu nie wyklucza uznania takiego dowodu
> I jeszcze jedno, a własciwie najważniejsze - certyfikowany to znaczy, że w
> grę wchodzi udział tzw. zaufanej trzeciej strony. Czy jest nią instytucja
> uznawana przez nasz kraj? Nasze przepisy o "ważności" podpisu
> elektronicznego raczkują, pamiętaj o tym.
Pisał o kwalifikowanym, więc niespecjalnie jest sens zastanawiać się
-
9. Data: 2008-11-09 03:03:44
Temat: Re: Czy "obietnica" pracy ma jakieś znaczenie?
Od: "Jotte" <t...@w...spam.wypad.polska>
W wiadomości news:gf56qq$ddb$1@achot.icm.edu.pl Noe Bat <n...@o...pl>
pisze:
>>>> W żaden.
>>> Serio? Podpisane kwalifikowanym certyfikatem maile nie są żadną
>>> dokumentacją?
>> Nic wcześniej o podpisie elektronicznym nie pisałeś.
>> Obie strony go oczywiście użyły?
> Brak podpisu nie wyklucza uznania takiego dowodu
Truizm.
W polskim prawie dowodem jest to, co dopuści sąd jako dowód.
>> I jeszcze jedno, a własciwie najważniejsze - certyfikowany to znaczy,
>> że w grę wchodzi udział tzw. zaufanej trzeciej strony. Czy jest nią
>> instytucja uznawana przez nasz kraj? Nasze przepisy o "ważności"
>> podpisu elektronicznego raczkują, pamiętaj o tym.
> Pisał o kwalifikowanym, więc niespecjalnie jest sens zastanawiać się
Nikt ci przecież nie każe podejmować wysiłku zastanawiania się.
Niemniej status prawny podpisu elektronicznego w naszych realiach warto znać
choć pobieżnie.
--
Jotte
-
10. Data: 2008-11-09 03:06:32
Temat: Re: Czy "obietnica" pracy ma jakieś znaczenie?
Od: "Jotte" <t...@w...spam.wypad.polska>
W wiadomości news:gf556f$bs1$1@achot.icm.edu.pl Noe Bat <n...@o...pl>
pisze:
>>> Sytuacja przedstawia się tak: jakiś czas temu pewna firma złożyła mi
>>> propozycję współpracy. W firmie tej pracowałem wcześniej, potem
>>> rozstaliśmy się (za porozumieniem stron), po kilku miesiącach
>>> odezwali się do mnie czy nie chciałbym wrócić. Chciałem, z tym, że
>>> dokończyć musiałem pewien projekt, więc uzgodniliśmy czas
>>> rozpoczęcia pracy na pewną datę. Na niedługo przed tą datą (parę
>>> dni) szef tej firmy skontaktował się ze mną, z informacją, że z
>>> powodów organizacyjnych przyjęcie do pracy opóźni się o 2-3
>>> tygodnie, natomiast miejsce na mnie na 100% czeka.
>> Czemu więc nie zażądałeś podpisania umowy z datą rozpoczęcia jej
>> wykonywania za 3 tygodnie?
> Toż umówił się tyle, że nie na piśmie
Zróbmy na chwilę karkołomne założenie, iż tak było faktycznie i udało się to
udowodnić.
I co dalej, twoim zdaniem?
--
Jotte