eGospodarka.pl
eGospodarka.pl poleca

PracaGrupypl.praca.dyskusjeO tym jak Greg pracy szuka(l)O tym jak Greg pracy szuka(l)
  • Data: 2003-07-26 12:10:40
    Temat: O tym jak Greg pracy szuka(l)
    Od: "Greg" <o...@o...pl> szukaj wiadomości tego autora
    [ pokaż wszystkie nagłówki ]

    Witam :-)



    Jakis czas grupy nie czytalem. Teraz szybki rzut okiem... cos malo
    watkow o zlych pracodawcach, bezrobociu, znajomosciach... ;-) Czyzby
    kryzys minal? A moze zwyczajnie ludzie sa juz tym zmeczeni? W kazdym
    badz razie ja chcialbym opowiedziec swoja historie.

    Na koncu streszczenie dla tych, ktorym calosci czytac sie nie chce ;-)


    Wszystko zaczelo sie z chwila skonczenia LO. Nie wiedzialem co mam z
    soba zrobic i dlatego do egzaminow wstepnych podszedlem tak jak
    podszedlem - startowalem na WPiA na US i nie dostalem sie - nigdy tego
    nie zalowalem. Wybralem szkole policealna, aby dac sobie czas na
    bardziej dojrzaly wybor. Uczylem sie na kierunku informatycznym, w
    systemie zaocznym. Mialem duzo czasu dla siebie, wiec zaczalem rozgladac
    sie za praca. Nie szukalem jej - po prostu sie rozgladalem ;-) Rodzice
    zaczeli wywierac presje, ale ja caly czas powtarzalem, ze mam kontrole
    nad sytuacja. To, ze nie biegalem od firmy do firmy nie oznaczalo, ze
    nie robilem nic. Poznawalem pewne mechanizmy, uczylem sie jak szukac,
    czego sie spodziewac, czego unikac - m.in. dzieki tej grupie. Jasne, ze
    to cos innego niz praktyka, ale jednak jakas wiedza to jest.

    Pierwsza umowa zlecenie podpisalem przy okazji Narodowego Spisu
    Powszechnego Ludnosci i Mieszkan. Poczatkowo obiecywano spore sumy -
    pojawilo sie wielu chetnych. Pozniej okazalo sie, ze roboty sporo, a
    zarobek moze byc niewielki - wielu rezygnowalo. Ja jednak trwalem nadal
    chcac zdobyc wreszcie jakies doswiadczenie. Wychodzilem z zalozenia, ze
    nawet gdybym mial zarobic 200 zloty, to bedzie to 200 zloty wiecej, niz
    gdybym siedzial w domu. No i jeszcze to wspomniane doswiadczenie -
    bardzo cenne. Okazalo sie, ze potrafie rozmawiac z innymi ludzmi,
    wzbudzic ich zaufanie. Oczywiscie pomogla w tym kampania informacyjna w
    mediach, ale ona sama cudow zdzialac nie mogla. Z tego co sie
    dowiedzialem niektorzy rachmistrzowie sobie nie radzili i dochodzilo
    pomiedzy nimi a respondentami do spiec. Okazalo sie rowniez, ze potrafie
    sobie zorganizowac prace. W pierwsze trzy dni wyrobilem ponad 70% planu
    (biegajac po schodach 12 godzin dziennie). Do domu wracalem zmeczony,
    ale z wysoko podniesiona glowa - bylem dumny, ze pracuje.
    Moja bezposrednia przelozona (urzedniczka w pewnej instytucji
    panstwowej) byla zadowolona z mojej pracy, czemu dala wyraz wystosowujac
    do GUS pismo, o przyznanie mi premii. Ja postanowilem okazje wykorzystac
    jak tylko sie da. Zapytalem, czy jest jakas szansa na prace, staz lub
    praktyki w instytucji gdzie pracuje. Odpowiedziala, ze praca na pewno
    nie, ale praktyki jak najbardziej - poinstruowala mnie gdzie i do kogo
    mam sie zglosic w tej sprawie. Dodala rowniez, ze za kilka miesiecy to
    akurat ona przejmuje ten dzial. Niezly zbieg okolicznosci, prawda? ;-)

    O praktyki nie poszedlem pytac od razu. Chcialem je pozostawic w
    zapasie, a to dlatego, ze praktyki miala rowniez zalatwiac szkola. Do
    tego jednak pozostalo jeszcze troche czasu, wiec wrocilem do rozgladania
    sie za inna praca. Wrzucilem ogloszenie na gratka.pl i po jakims czasie
    odebralem telefon od czlowieka, ktory oferowal mi posade administratora
    pewnego serwisu www. Calosc brzmiala kuszaco, wiec umowilem sie z nim na
    spotkanie. Pierwsze wrazenie... siedziba "firmy" miescila sie w pewnym
    zaulku. Przelknalem jednak sline i wiedziony ciekawoscia zapukalem do
    drzwi. Uslyszalem kobiecy glos, ktory pytal mnie kto zacz. Odpowiadam,
    ze w sprawie ogloszenia... ze bylem umowiony. Ona na to, ze meza nie ma,
    ale bedzie za jakies 15 minut... moge zaczekac, ale mnie nie wpusci.
    Powiedzialem, ze zaczekam i poszedlem sie przejsc. Gdy wrocilem sytuacja
    sie powtorzyla z ta jednak roznica, ze tym razem to on zapytal "kto
    tam?", a gdy sie upewnil, ze ja - otworzyl drzwi.
    Mieszkanie w marnym stanie. W ciasnym pokoiku stalo kilka komputerow,
    ktore robily za serwery. Serwerom jak wiadomo porzadek i czystosc do
    szczescia potrzebne
    nie sa ;-) Wreszcie dowiedzialem sie na czym ma polegac ta
    "administracja". Mialem stworzyc sklep wirtualny i sprzedawac odziez
    erotyczna. W pierwszej chwili chcialem wyjsc, no ale skoro juz tam
    bylem... Stopniowo coraz bardziej zaczynalem sie do tego przekonywac.
    Moje pierwsze zadanie mialo polegac na aktualizacji juz istniejacego
    sklepu i zapoznanie sie z modulem administracyjnym (dzieki niemu mozna
    bylo zarzadzac sklepem, tworzyc konta pocztowe i www...). Mialo to zajac
    jakies trzy dni. Z kazdym kolejnym przyszly pracodawca zachowywal sie
    coraz swobodniej - miesem rzucal coraz bardziej beztrosko. Dostawalo sie
    glownie jego zonie. Totalnie zmyl jej glowe, gdy mial mi zaplacic za
    aktualizacje, a zona wyszla z portfelem. Dostalo sie tez jego
    dzieciakom, ktore otworzyly mu drzwi bez pytania o to kto stoi za
    drzwiami. Nie... nie chodzilo o obcych. To wszystko wygladalo raczej
    jakby sie policji obawiali ;-) Konczac aktualizacje mialem wymyslic
    sobie jakies poddomeny sklepu wirtualnego, ktory bede prowadzic.
    Stworzylem kilka... jedna naprawde chwytliwa. Podobnie myslal chyba
    wlasciciel, bo ja sobie zachowal ;-) Ze mna sie juz nie skontaktowal...
    Nie mam pojecia dlaczego. Jego strata - chociaz jeszcze nie zaczalem
    dzialalnosci, to juz mialem kilka klientek. Mialem tez
    kilka pomyslow na dotarcie do potencjalnych klientow.

    Po tym doswiadczeniu znowu zrobilem sobie przerwe. Rodzice naciskali
    coraz bardziej, a ja wciaz mowilem, ze wiem co robie. Gdybym mial sie
    porownac do strzaly wystrzelonej z kuszy lub taranu, to zdecydowanie
    wybralbym to drugie. Dzialam wolno, ale nieublaganie pre do przodu i
    nawet solidne bramy nie sa w stanie mnie powstrzymac. A moze sam siebie
    oszukuje? Takie mysli zaczely mi chodzic po glowie. Mama narzekala, ze
    stracilem szanse na praktyki w urzedzie, ze za dlugo zwlekalem.
    Uspokajalem ja, ze szkola ma przeciez cos zalatwic. Niestety cos marnie
    im to szlo. Termin praktyk byl przekladany z miesiaca na miesiac. Po
    trzech miesiacach czekania postanowilem wziasc sprawy w swoje rece.
    Poszedlem do urzedu i... po godzinie mialem zalatwione praktyki (szkole
    moglem juz podziekowac za starania). Czy wykorzystalem znajomosc zawarta
    podczas Narodowego Spisu Powszechnego Ludnosci i Mieszkan? Nie, nie bylo
    takiej potrzeby. Zreszta chcialem sobie i innym udowodnic, ze znajomosci
    to jednak nie wszystko i mozna cos osiagnac sama praca. Gdzie lepiej bym
    tego dowiodl jak nie tam, gdzie ponoc znajomosci to podstawa? Tak
    zaczela sie moja przygoda z urzednikami ;-)
    Trafilem do biura, w ktorym urzedowala pewna dziewczyna. Poczatkowo
    bylem bardzo spiety i naprawde wolno sie rozkrecalem. Gdzies po tygodniu
    ona ze smiechem zauwazyla, ze po raz pierwszy tak dlugo ze soba
    rozmawiamy - 20 minut bez przerwy! ;-) To byl punkt przelomowy - z
    kazdym dniem lepiej sie dogadywalismy. Ale moja praca nie polegala tam
    tylko na rozmowach ;-) Bylo troche roboty papierkowej, ale glownie
    bieganie ze sprzetem, usuwanie drobnych usterek... robota typowa jaka
    zleca sie praktykantom ;-) Podchodzilem do tego jednak solidnie i nawet
    najmniejsze zlecenie traktowalem jak powazne wyzwanie. Caly czas balem
    sie, ze nie dam rady, gdy sie wiec udawalo bylem z siebie dumny ;-)
    Praktyka to jednak zupelnie co innego niz teoria jaka serwowali nam w
    szkole. Bylem tego spragniony jak sucha studnia wody ;-) Szkopul w tym,
    ze praktyki mialy trwac tylko dwa tygodnie. Zazwyczaj trwaja miesiac,
    ale nie w mojej szkole. Pod koniec drugiego tygodnia zapytalem wiec
    dziewczyne, z ktora siedzialem w biurze, czy wytrzyma ze mna jeszcze
    jakis czas. Odpowiedziala, ze nie mialaby nic przeciwko. Musialem
    jeszcze zapytac kierowniczke referatu - ona rowniez bardzo ochoczo
    zgodzila sie na moja darmowa pomoc, ktora byla im bardzo potrzebna. Aby
    sprawiedliwosci stalo sie zadosc zlozylem oficjalna prosbe o
    przedluzenie praktyk i tak zostalem na dluzej... dluzej nawet niz
    miesiac ;-)
    Poczatkowo zadawalem mase pytan... i to wlasciwie o rzeczy podstawowe.
    Wszyscy jednak okazali mase cierpliwosci i zawsze byli gotowi pomoc.
    Dzieki temu z czasem zadawalem coraz mniej pytan i przejmowalem coraz
    wiecej obowiazkow. Zaczal sie tez zmieniac stosunek do mnie. Coraz mniej
    ludzi traktowalo mnie jako praktykanta, coraz wiecej jako normalnego
    pracownika. Pewne osoby zaczely dostrzegac, ze warto byloby przyjac mnie
    na stale - rozpoczeto starania w tym kierunku. Wspieral mnie caly
    referat, wlacznie z kierowniczka, rowniez osoby z innych wydzialow
    staraly sie jakos pomoc.
    Podpisano ze mna umowe zlecenie. Niestety ona byla tak na otarcie lez -
    "gora" mnie skutecznie zablokowala. W ostatnich dniach informowalem
    pracownikow na czym zakonczylem swoja prace. Chodzilo o to, ze pewnymi
    sprawami zajmowalem sie juz wlasciwie tylko ja. Bylem tez
    wspolodpowiedzialny za wdrozenie nowego systemu inwentaryzacyjnego
    (kilka tysiecy urzadzen). Na dodatek otrzymalem wtedy propozycje
    podjecia pracy na umowie zlecenie w firmie, ochraniajacej supermarkety.
    Niestety praca byla od zaraz, a ja bylem zwiazany umowa z urzedem. Nie
    chcialem tez wystawiac tych wszystkich ludzi, ktorzy wciaz na glowie
    stawali, abym otrzymal etat.

    Wlasciwie to juz mialem wlasne biurko, wiedzialem co bedzie nalezec do
    moich zadan priorytetowych w najblizszych miesiacach (co najmniej do
    jesieni)... niestety. Wielu osobom trudno jest sie pogodzic z odmowa
    jaka otrzymalem. Wiadomo, ze mnie chyba najbardziej ;-) Ktos moze
    powiedziec, ze tym samym potwierdzilo sie, iz bez znajomosci nie ma
    duzych szans na prace. Tak... odnioslem porazke. Wszystko ma jednak
    swoje plusy i minusy. Uwazam, ze zaszedlem naprawde daleko i to nie
    dzieki koneksjom rodzinnym czy wypchanym kopertom. Nikogo do niczego nie
    zmuszalem - po prostu przychodzilem codziennie do pracy i powazlalem im
    ocenic mnie wedlug wlasnego uznania. Mogli mi odmowic gdy prosilem o
    przedluzenie praktyk - nie zrobili tego. Jesli zas idzie o propozycja
    pozostania na stale, to ta juz nie wyszla ode mnie, ale od moich
    bezposrednich przelozonych - odpowiedzialem, ze bardzo chetnie bym
    zostal. Wole wlasnie taka metode, niz pisanie plaskich listow
    motywacyjnych, ktore niewiele mowia o mnie jako o czlowieku i
    pracowniku. Podczas tego swoistego okresu probnego pracodawca mogl
    sprawdzic moja przydatnosc i umiejetnosc wspolpracy. Ja moglem
    sprawdzic, czy sobie radze, czy dobrze sie z tym czuje, czy robie to co
    chce robic. Nikt nikogo nie naciskal, nie czulo sie zadnej presji,
    wszystko mialo swoja naturalna kolejnosc. Gdyby jeszcze tylko cala akcja
    zakonczyla sie pelnym sukcesem :-) Bo tego wlasciwie porazka nazwac nie
    mozna. Zdobylem cenne doswiadczenie, poznalem wielu nowych ludzi. To juz
    zaczyna procentowac. Wczoraj odebralem telefon z informacja, ze w pewnej
    firmie poszukiwany jest przedstawiciel handlowy.
    Poszukiwany jest ktos z doswiadczeniem handlowym, ktorego ja nie
    posiadam, ale zostalem goraco polecony ze wzgledu na inne cechy, ktore
    moga okazac sie cenne. Boje sie tego nowego wyzwania - nie wiem, czy to
    jest cos dla mnie. Nie dowiem sie jednak jesli nie sprobuje. Jest mi tez
    o tyle latwiej sie zdecydowac, ze mialem osobisty kontakt z ta firma,
    wiem czym sie zajmuja, poznalem wlasciciela. Moze nie bedzie tak zle,
    jesli pracodawca okaze swa cierpliwosc i uzna, ze warto we mnie
    zainwestowac, da czas na nauke (np. posylajac w teren jako partnera
    osoby z wiekszym doswiadczeniem).

    Nie, to nie znaczy, ze te posade mam juz w kieszeni. Przejde normalna
    rekrutacje i nikt mi nie daje gwarancji, ze to ja zostane przyjety.
    Musze jednak probowac, poniewaz chcialbym podjac studia, a te kosztuja.
    Jesli sie nie uda to zapewne dostane bilet na jesien - przynajmniej
    maszerowac sie naucze ;-)
    A moze na grupie jest jakis pracodawca, ktory po przeczytaniu powyzszego
    zechce dac mi szanse? Wszystko co napisalem jest prawda - sluze opinia
    kierownika referatu i numerami telefonow do osob, z ktorymi mialem
    przyjemnosc pracowac :-) Najlepiej cos w Katowicach, Chorzowie, Bytomiu,
    Tarnowskich Gorach, Piekarach Slaskich lub w okolicach. Jako kto? Z
    zawodu jestem technikiem informatykiem. Szkole ukonczylem z wyroznieniem
    i otrzymalem stypendium za bardzo wysokie wyniki w nauce. Nie mam
    zamiaru jednak
    nikogo oszukiwac - musze sie naprawde jeszcze wiele nauczyc. Ucze sie
    jednak chetnie :-) Ale to nie musi byc praca stricte informatyczna.
    Chetnie sprawdze sie jako sprzedawca, pracownik biura obslugi klienta...
    smialo zaczne od "przynies, pozamiataj", jesli tylko moj zakres
    obowiazkow bedzie sie zwiekszac. Oczywiscie o ile udowodnie, ze z nowymi
    obowiazkami potrafie sie uporac :-)
    Zaczynam sie tez zastanawiac nad praca gdzies glebiej w Polsce.
    Chcialbym jednak zarobic wtedy tyle, aby moc sie utrzymac w obcym
    miescie i aby cos jeszcze zostalo dla mnie. Mam naprawde skromne
    wymagania i potrafie szanowac pieniadz. Nie mam tez rodziny na
    utrzymaniu i w najblizszym czasie nie zamierzam jej zakladac.





    A teraz STRESZCZENIE :-)

    1. Wiele osob nie szuka pracy - maja nadzieje, ze ona znajdzie ich.
    2. Nie ma bezrobocia, sa tylko bezrobotni? Po czesci tak. Takie czasy,
    ze jak sie nie ma co sie lubi, to sie lubi co sie ma.
    3. Bez znajomosci nie ma pracy? Praca jest, ale trudniej ja zdobyc.
    4. Jesli sie znajomosci nie ma, to nic nie stoi na przeszkodzie, aby je
    sobie wyrobic.
    5. Jesli nie ma ofert pracy, to nie ma. Gdy juz jakas sie pojawi to... w
    towarzystwie innych i w przypadku kazdej decyzje trzeba podjac
    natychmiast.

    Ale chyba nie napisalem niczego, o czym sami byscie juz nie wiedzieli
    :-)



    pozdrawiam
    --
    Greg
    Nie Tylko Poezja - http://republika.pl/szedhar/
    Serwis PSPHome - http://www.psphome.htc.net.pl/

Podziel się

Poleć ten post znajomemu poleć

Wydrukuj ten post drukuj


Następne wpisy z tego wątku

Najnowsze wątki z tej grupy


Najnowsze wątki

Szukaj w grupach

Eksperci egospodarka.pl

1 1 1