-
1. Data: 2008-04-09 09:28:58
Temat: Jakość usług lekarskich
Od: Gienek <g...@s...pl>
W ostatnim roku miałem okazję skorzystać kilkukrotnie z usług lekarzy z
publicznego zakładu zdrowotnego czy jakoś tak to się nazywa. Za każdym
razem rzuca się w oczy ich lekceważące podejście do pracy (nie wypowiadam
się tutaj o wszystkich lekarzach, tylko o tych u których miałem przyjemność
się leczyć.)
Najbardziej w tym wszystkim wkurza mnie punktualność. Na drzwiach gabinetu
napisane jest, że lekarz przyjmuje od godziny 10:00 a on pojawia się sobie
w południe. Pod drzwiami siedzi tłum sfrustrowanych pacjentów którzy mają
wszystkiego dosyć bo jaśnie pan doktor miał w tym czasie ważniejsze sprawy
do załatwienia niż swoja praca. Na moich 5 wizyt w ciągu roku u lekarzy
zdarzyło się tylko raz, że lekarz był punktualnie i obsłużył mnie jak
należy. Czy to ja ciągle trafiam w nieodpowiednie miejsca czy wszyscy
lekarze mają lekceważące podejście do swojej pracy?
O dentystach publicznych ośrodków zdrowia już nie wspomnę. Jakiś czas temu
zaszedłem z wielką dziurą w zębie nr 8 u góry. Pani stomatolog popatrzyła
na niego i powiedziała, że to trzeba leczyć kanałowo a ona nie jest w
stanie tego zrobić bo to ząb na samym końcu i nie ma do niego dojścia. Co
najwyżej może mi założyć opatrunek żeby mnie nie bolał a za trzy tygodnie
będzie chirurg który mi ten ząb usunie. Podziękowałem dla tej pani za
usługę i poszedłem do prywatnego gabinetu stomatologicznego który nie ma
nic wspólnego z NFZ i ładnie mi zaleczono ten ząbek. Jak na razie od pół
roku mam spokój. Trochę mnie to kosztowało ale warto było.
Tak się zastanawiam nad sensem istnienia publicznych ośrodków zdrowia
szpitali gabinetów i podobnych wytworów minionej epoki. Czeka się w kolejce
masę czasu na wizytę a jak już się doczeka to jakość usługi jest zazwyczaj
bardzo marna. Lekarze są niezadowoleni z wypłat pacjenci z leczenia.
Ostatnio było masę strajków lekarzy niektórzy się pozwalniali. Może powinno
się pomachać im na pożegnanie chusteczką i niech sobie idą. I tak mają oni
prywatne gabinety gdzie świadczą usługi na pewno na o wiele wyższym
poziomie niż na państwowej posadce.
Zapewne wielu z tej grupy dyskusyjnej napisze mi kto mi broni leczyć się
prywatnie. Tylko, że ja już zapłaciłem za państwowe leczenie i chciałbym
mieć usługę na wysokim poziomie. Za leczenie w publicznych ośrodkach
zdrowia płacę prawie 400 zł co miesiąc bez względu na to czy chodzę do
lekarza czy nie. Za wizytę w prywatnym gabinecie płacę tylko wtedy gdy do
niego zajdę. W przeciągu roku byłem 5 razy u lekarza. Niech mniej więcej
jedna wizyta kosztowałaby mnie 100 zł to za wszystkie zapłaciłbym 500 zł.
Dla NFZ w tym czasie zapłaciłem 4800zł i musiałem siedzieć pod drzwiami i
czekać aż jaśnie pan doktor pojawi się w pracy. Jakby oddaliby mi te 4800zł
które rocznie płacę za państwowe leczenie to moja noga nie postałaby nigdy
więcej w żadnej placówce zdrowia która ma coś wspólnego z NFZ.
-
2. Data: 2008-04-09 09:43:30
Temat: Re: Jakość usług lekarskich
Od: Tomasz Kaczanowski <k...@n...poczta.onet.pl>
Gienek pisze:
> W ostatnim roku miałem okazję skorzystać kilkukrotnie z usług lekarzy z
> publicznego zakładu zdrowotnego czy jakoś tak to się nazywa. Za każdym
> razem rzuca się w oczy ich lekceważące podejście do pracy (nie wypowiadam
> się tutaj o wszystkich lekarzach, tylko o tych u których miałem przyjemność
> się leczyć.)
> Najbardziej w tym wszystkim wkurza mnie punktualność. Na drzwiach gabinetu
> napisane jest, że lekarz przyjmuje od godziny 10:00 a on pojawia się sobie
> w południe. Pod drzwiami siedzi tłum sfrustrowanych pacjentów którzy mają
> wszystkiego dosyć bo jaśnie pan doktor miał w tym czasie ważniejsze sprawy
> do załatwienia niż swoja praca. Na moich 5 wizyt w ciągu roku u lekarzy
> zdarzyło się tylko raz, że lekarz był punktualnie i obsłużył mnie jak
> należy. Czy to ja ciągle trafiam w nieodpowiednie miejsca czy wszyscy
> lekarze mają lekceważące podejście do swojej pracy?
Jeśli to lekarze pierwszego kontaktu, to należy zmienić przychodnię, ja
nie wyobrażam sobie iść do lekarza nie umawiając się na konkretną
godzinę, rozumiem, że mogę wejść nawet kwadrans później, bo nigdy nie
wiadomo, kto z jakim schorzeniem przychodzi i ile zajmie wizyta, ale
tylko raz zdarzyło mi się czekać dłużej niż kwadrans, ale była po prostu
awaria i prądu nie było przez ponad godzinę, przez co nie wszystko
pracowało przez ten czas jak należy. Jeśli chodzi o specjalistów z tym
jest trochę gorzej, ale tu też zawsze szukam miejsc, gdzie mogę umówić
się na konkretną godzinę.
> O dentystach publicznych ośrodków zdrowia już nie wspomnę. Jakiś czas temu
> zaszedłem z wielką dziurą w zębie nr 8 u góry. Pani stomatolog popatrzyła
> na niego i powiedziała, że to trzeba leczyć kanałowo a ona nie jest w
> stanie tego zrobić bo to ząb na samym końcu i nie ma do niego dojścia. Co
> najwyżej może mi założyć opatrunek żeby mnie nie bolał a za trzy tygodnie
> będzie chirurg który mi ten ząb usunie. Podziękowałem dla tej pani za
> usługę i poszedłem do prywatnego gabinetu stomatologicznego który nie ma
> nic wspólnego z NFZ i ładnie mi zaleczono ten ząbek. Jak na razie od pół
> roku mam spokój. Trochę mnie to kosztowało ale warto było.
Stomatolog publiczny - heh nie wiem jak teraz, ale jeszcze jakis czas
temu slyszałem rozmowę o tym ile ktoś dopłacał do leczenia z NFZ-u -
ponieważ akurat mialem podobne leczenie niedawno prywatnie - okazalo
sie, że zapłaciłem tyle samo.... Ale było bez kolejek, umówiony zawsze
na konkretną godzinę itp.
> Tak się zastanawiam nad sensem istnienia publicznych ośrodków zdrowia
> szpitali gabinetów i podobnych wytworów minionej epoki. Czeka się w kolejce
> masę czasu na wizytę a jak już się doczeka to jakość usługi jest zazwyczaj
> bardzo marna. Lekarze są niezadowoleni z wypłat pacjenci z leczenia.
> Ostatnio było masę strajków lekarzy niektórzy się pozwalniali. Może powinno
> się pomachać im na pożegnanie chusteczką i niech sobie idą. I tak mają oni
> prywatne gabinety gdzie świadczą usługi na pewno na o wiele wyższym
> poziomie niż na państwowej posadce.
Sens jest, ale trzeba ustalić co tam maja robić i za jakie pieniądze.
> Zapewne wielu z tej grupy dyskusyjnej napisze mi kto mi broni leczyć się
> prywatnie. Tylko, że ja już zapłaciłem za państwowe leczenie i chciałbym
> mieć usługę na wysokim poziomie. Za leczenie w publicznych ośrodkach
> zdrowia płacę prawie 400 zł co miesiąc bez względu na to czy chodzę do
> lekarza czy nie. Za wizytę w prywatnym gabinecie płacę tylko wtedy gdy do
> niego zajdę. W przeciągu roku byłem 5 razy u lekarza. Niech mniej więcej
> jedna wizyta kosztowałaby mnie 100 zł to za wszystkie zapłaciłbym 500 zł.
> Dla NFZ w tym czasie zapłaciłem 4800zł i musiałem siedzieć pod drzwiami i
> czekać aż jaśnie pan doktor pojawi się w pracy. Jakby oddaliby mi te 4800zł
> które rocznie płacę za państwowe leczenie to moja noga nie postałaby nigdy
> więcej w żadnej placówce zdrowia która ma coś wspólnego z NFZ.
to 400zł to ubezpieczenie. Ińsza inszość, że z tych 400zł na twoje
ubezpieczenie idzie tylko część kwoty - reszta idzie na ubepieczenie
rolników i bezrobotnych....
--
Kaczus/Pegasos User
http://kaczus.republika.pl
nie zapomnij zamówić Total Amigi (Polska Edycja)
http://www.ppa.pl/totalamiga/#zamowienia
-
3. Data: 2008-04-09 11:05:12
Temat: Re: Jakość usług lekarskich
Od: Krzysztof Kordulasinski <k...@g...com>
Gienek wrote:
> W ostatnim roku miałem okazję skorzystać kilkukrotnie z usług lekarzy z [CIACH]
Trochę się boję tego tematu. To może być taki nieopatrzny flame. Temat
jest oczywiscie bardzo wazny (niech za dowod posluza nam chocby newsy w
telewizji), ale ksztaltujacy rzeke rodem z holocenu (nastepnej epoki po
lodowcowej ^^). Moze nie warto? :)
pozdrawiam
Pozor
-
4. Data: 2008-04-09 11:22:22
Temat: Re: Jakość usług lekarskich
Od: Any User <u...@a...pl>
> Najbardziej w tym wszystkim wkurza mnie punktualność. Na drzwiach gabinetu
> napisane jest, że lekarz przyjmuje od godziny 10:00 a on pojawia się sobie
> w południe. Pod drzwiami siedzi tłum sfrustrowanych pacjentów którzy mają
> wszystkiego dosyć bo jaśnie pan doktor miał w tym czasie ważniejsze sprawy
> do załatwienia niż swoja praca. Na moich 5 wizyt w ciągu roku u lekarzy
> zdarzyło się tylko raz, że lekarz był punktualnie i obsłużył mnie jak
> należy. Czy to ja ciągle trafiam w nieodpowiednie miejsca czy wszyscy
> lekarze mają lekceważące podejście do swojej pracy?
Widzisz, to jest kwestia bezrobocia, a dokładniej jego (niestety) braku
wśród lekarzy. Gdyby taki lekarz, jak każdy normalny robotnik, dostawał
wypowiedzenie po drugim spóźnieniu, a znalezienie pracy mogłoby mu zająć
następne pół roku, to by inaczej podchodził do swoich klientów.
Ale cóż, niektórym się niskie bezrobocie podoba...
--
Zobacz, jak się pracuje w Google:
http://pracownik.blogspot.com
-
5. Data: 2008-04-09 11:41:40
Temat: Re: Jakość usług lekarskich
Od: sz <s...@b...no>
Any User wrote:
> Widzisz, to jest kwestia bezrobocia, a dokładniej jego (niestety) braku
> wśród lekarzy. Gdyby taki lekarz, jak każdy normalny robotnik, dostawał
> wypowiedzenie po drugim spóźnieniu, a znalezienie pracy mogłoby mu zająć
> następne pół roku, to by inaczej podchodził do swoich klientów.
bezrobocie w tym fachu to chyba nie jest mozliwe ale przeciez wystarczy
konkurencja w zarobkach. gwarantuje ze w porzadnym osrodku lekarz nie
bedzie sobie olewal pracy bo szkoda by mu bylo stracic dobra pensje.
skoro pacjent wybiera tanioche to tak tez zostanie obsluzony - i bardzo
dobrze! bo musi wlasnie byc roznica miedzy dobrymi i zlymi wlasnie zeby
lekarze mieli motywacje.
jedyny problem w tym, ze pacjent jest zmuszany jezeli nie do wybierania
dziadowskich osrodkow to przynajmniej do placenia na nie za
posrednictwem obowiazkowego zusu (a drugie tyle na biurokracje).
na wolnym rynku dzialaloby to o wiele lepiej.
-
6. Data: 2008-04-09 12:44:29
Temat: Re: Jakość usług lekarskich
Od: Olek <o...@w...pl>
Gienek wrote:
> W ostatnim roku miałem okazję skorzystać kilkukrotnie z usług lekarzy z
> publicznego zakładu zdrowotnego czy jakoś tak to się nazywa. Za każdym
> razem rzuca się w oczy ich lekceważące podejście do pracy (nie wypowiadam
> się tutaj o wszystkich lekarzach, tylko o tych u których miałem przyjemność
[...]
Dopoki nie bedzie prywatnej sluzby zdrowia nic sie nie zmieni.
Podobnie jest w uzedach, pkp itd.
Kiedys pracowalem w panstwowej firmie.
3h dziennie to max, jesli ktos pracowal wiecej to traktowano go jak
nieszkodliwego wariata. Lekcewazacy stosunek do klienta byl w dobrym
tonie - przyklad szedl z gory.
Firma sprywatyzowala sie i z tego co mi wiadomo model pracy sie nie
zmienil, poza tym, ze co jakis czas ludzie strajkuja domagajac sie
wiecej kasy.
-
7. Data: 2008-04-09 12:55:41
Temat: Re: Jakość usług lekarskich
Od: "entroper" <e...@C...spamerom.poczta.onet.pl>
Użytkownik "Any User" <u...@a...pl> napisał w wiadomości
news:fti8te$2e88$1@opal.icpnet.pl...
> Widzisz, to jest kwestia bezrobocia, a dokładniej jego (niestety) braku
> wśród lekarzy. Gdyby taki lekarz, jak każdy normalny robotnik, dostawał
> wypowiedzenie po drugim spóźnieniu, a znalezienie pracy mogłoby mu zająć
> następne pół roku, to by inaczej podchodził do swoich klientów.
Nie sądzę. Taki lekarz po prostu by się nie spóźniał. Problemem jest to, że
przeciętny lekarz:
- ma w d.. pacjentów,
- kombinuje, jak wyrwać jak największą kasę, legalnie lub nie,
- nie ponosi za nic odpowiedzialności, w czym mu koledzy solidarnie pomagają,
- bardzo często po prostu g.. potrafi, ale w połączeniu z punktem poprzednim
to w niczym nie przeszkadza (a poza tym ogranizm ludzki jest taki
skomplikowany a tak w ogóle kiedyś nie było lekarzy i ludzie umierali na
banalne choroby !),
- uważa, że wszystkie jego przekręty i narzekania są uzasadnione, bo skończył
trudne studia i w ogóle pracuje na żywych ludziach i to go czyni kimś lepszym
od innych,
- i zwykle jest je..ym hipokrytą, nie znam lekarza zarabiającego poniżej 10k,
włącznie z tymi, którzy głośno płaczą jak są słabo opłacani. Czasem pada
argument o zmęczeniu, ale jeśli można wyrwać dodatkowe 5k taki zawodnik padnie
na pysk, byle to zrobić (oczywiście będzie zmęczony i chętnie pokaże
podkrążone oczęta do kamery).
Byle bezrobocie takiej mentalności nie zmieni, oj nie :)
e.
-
8. Data: 2008-04-09 12:56:16
Temat: Re: Jakość usług lekarskich
Od: Carrie <c...@g...com>
On 9 Kwi, 13:41, sz <s...@b...no> wrote:
> bezrobocie w tym fachu to chyba nie jest mozliwe ale przeciez wystarczy
> konkurencja w zarobkach. gwarantuje ze w porzadnym osrodku lekarz nie
> bedzie sobie olewal pracy bo szkoda by mu bylo stracic dobra pensje.
A czy w _publicznym_ ośrodku zdrowia jakość pracy lekarza przekłada
się na wysokość zarobków? Pacjenci przecież tam nie płacą za leczenie,
więc nie mogą finansowo zmotywować lekarza. Mogą go zmotywować jego
przełożeni - ale czy to robią? :>
> skoro pacjent wybiera tanioche to tak tez zostanie obsluzony - i bardzo
> dobrze!
Jeśli dla Ciebie przymusowa składka miesięczna na ubezpieczenie
zdrowotne to taniocha, to można pozazdrościć. Autor wątku pisze, że
płaci 400 zł miesięcznie, bez względu na to, czy w danym miesiącu
korzysta z usług lekarzy, czy nie. Tanio?
Ja też, rzecz jasna, płacę składki zdrowotne, a do wybranego
specjalisty chodzę prywatnie co pół roku i kosztuje mnie to 80-100 zł
za wizytę, czyli ~200 zł rocznie. I jestem pewna, że mam dobrą opiekę.
W porównaniu z tym "tania" przymusowa składka nie daje mi kompletnie
nic poza możliwością udania się do lekarza pierwszego kontaktu [o ile
akurat nie panuje jakaś epidemia w okolicy, to nawet jest możliwe do
zrealizowania w ciągu 2 dni] lub umówieniem się na wizytę do lekarza
opłacanego przez NFZ, na którą to wizytę czekam od kilku tygodni do
kilku miesięcy [sic!].
> bo musi wlasnie byc roznica miedzy dobrymi i zlymi wlasnie zeby
> lekarze mieli motywacje.
I słusznie, tyle że w systemie opierającym się na przymusowych
ubezpieczeniach w NFZ pacjent nie ma nic do gadania, a wyboru też zbyt
dużego nie ma. Bo co ma zrobić, gdy potrzebuje np. udać się do
okulisty, a w promieniu 50 km taki lekarz "publiczny" jest tylko jeden
i na wizytę każe czekać 7 tygodni, bo taka jest kolejka? Pacjent może
czekać, zrezygnować z wizyty albo iść do lekarza prywatnego.
Ewentualnie poszukać "bezpłatnego" okulisty gdzieś dalej [nie wiem,
jak to teraz jest z rejonizacją - sama bywam u prywatnego okulisty
przy okazji zmiany soczewek i wtedy badanie mam bezpłatne].
> jedyny problem w tym, ze pacjent jest zmuszany jezeli nie do wybierania
> dziadowskich osrodkow
Tragiczne jest to, że w tych dziadowskich ośrodkach często pracują
naprawdę dobrzy specjaliści, do których nie da się dotrzeć inaczej.
Swego czasu bywałam w jednej przychodni przyszpitalnej w Warszawie na
konsultacjach u bardzo polecanego laryngologa. Sam lekarz był w
porządku, natomiast to, co się działo przy okienku rejestracji i
oczekiwania na wizytę, przechodziło ludzkie pojęcie o cywilizowanym
kraju i jakości opieki zdrowotnej :|
> to przynajmniej do placenia na nie za
> posrednictwem obowiazkowego zusu (a drugie tyle na biurokracje).
> na wolnym rynku dzialaloby to o wiele lepiej.
Prawdopodobnie masz rację. Zastanawiam się tylko, co wtedy będzie z
tymi wszystkimi upośledzonymi i ciężko niepełnosprawnymi osobami,
które nie mają najmniejszej możliwości zarabiania na siebie i na swoje
leczenie.
Pozdrawiam, Carrie
-
9. Data: 2008-04-09 14:46:08
Temat: Re: Jakość usług lekarskich
Od: sz <s...@b...no>
Carrie wrote:
>> skoro pacjent wybiera tanioche to tak tez zostanie obsluzony - i bardzo
>> dobrze!
>
> Jeśli dla Ciebie przymusowa składka miesięczna na ubezpieczenie
> zdrowotne to taniocha, to można pozazdrościć. Autor wątku pisze, że
> płaci 400 zł miesięcznie, bez względu na to, czy w danym miesiącu
> korzysta z usług lekarzy, czy nie. Tanio?
placi 400, ale udzial lekarza w tej skladce jest mikroskopijny.
czyli mozna powiedziec ze placi 20 zl, do tego 100 zl powiedzmy jako cos
w rodzaju ubezpieczenia a reszte wyrzuca (niestety, musi, tez ubolewam).
wiec za 20 zl niestety "wybral" dziadostwo i ma dziadostwo.
[...]
>> na wolnym rynku dzialaloby to o wiele lepiej.
>
> Prawdopodobnie masz rację. Zastanawiam się tylko, co wtedy będzie z
> tymi wszystkimi upośledzonymi i ciężko niepełnosprawnymi osobami,
> które nie mają najmniejszej możliwości zarabiania na siebie i na swoje
> leczenie.
ile ich jest? 1%?
istnieja rozne organizacje rozdajace jedzenie bezdomnym, tak samo moga
oferowac pomoc medyczna.
nawet jezeli zalozymy ze ludzie sa z gruntu niewrazliwi na nieszczescia
innych (dlatego caritas i owsiak nie istnieja) i potrzebne bylyby
dotacje panstwowe to ciagle byloby nieporownywalne z obecna sytuacja
gdzie patologia obowiazkowych ubezpieczen dotyka 99% lekarzy i pacjentow.
-
10. Data: 2008-04-09 17:31:16
Temat: Re: Jakość usług lekarskich
Od: Carrie <carrie.mn@!gmail.com!>
W dniu Wed, 09 Apr 2008 16:46:08 +0200, sz wydukał(a) nieśmiało, a
wszystkim się zdawało, że to echo grało:
> placi 400, ale udzial lekarza w tej skladce jest mikroskopijny.
> czyli mozna powiedziec ze placi 20 zl, do tego 100 zl powiedzmy jako cos
> w rodzaju ubezpieczenia a reszte wyrzuca (niestety, musi, tez ubolewam).
> wiec za 20 zl niestety "wybral" dziadostwo i ma dziadostwo.
Kiedy to właśnie nie jest żaden wybór. Dopóki nie można zrezygnować z
opłacania tej obowiązkowej składki na rzecz wykupienia dowolnego
innego ubezpieczenia zdrowotnego, czy jakiegoś pakietu usług w
prywatnym lecznictwie, to nie można mówić o wyborze.
Osobiście też bym wolała wybrać sobie dobrego lekarza, który by
dostawał wynagrodzenie za faktycznie poświęcony mi czas i opiekę - i
mogę, owszem, ale ubezpieczenie zapłacić muszę i nikogo nie obchodzi,
że może raz na rok bywam w publicznej przychodni i tak naprawdę
trafiam na lekarza przypadkowo, na tego, który akurat ma dyżur [przy
takich sporadycznych wizytach to właściwie i tak nie ma znaczenia].
Wychodzi z tego, że ta jedna wizyta rocznie wściekle drogo mnie
kosztuje ;> A za bardziej konkretne leczenie płacę dodatkowo, bo jakoś
tak się dziwnie składa, że w przychodniach, do których trafiam i w
których składam deklaracje, lekarze "bezpłatni" to z reguły tylko
lekarze rodzinni, a specjaliści nie mają umów z NFZ. Może mam pecha
albo źle szukam... Ale przynajmniej mam doskonałego dentystę, wartego
każdych pieniędzy ;)
BTW czy gdzieś jeszcze można zrobić bezpłatnie [= w ramach świadczeń
NFZ] badania analityczne krwi itp.? W Warszawie, gdziekolwiek mnie
badają i zlecają takie coś, wszędzie trzeba za te analizy płacić.
> [...]
>>> na wolnym rynku dzialaloby to o wiele lepiej.
>>
>> Prawdopodobnie masz rację. Zastanawiam się tylko, co wtedy będzie z
>> tymi wszystkimi upośledzonymi i ciężko niepełnosprawnymi osobami,
>> które nie mają najmniejszej możliwości zarabiania na siebie i na swoje
>> leczenie.
>
> ile ich jest? 1%?
Nie wiem. Dolicz jeszcze opiekunów, którzy poświęcają cały swój czas
na opiekę nad takimi osobami [dziećmi w szczególności], wskutek czego
nie mogą podjąć pracy zarobkowej.
> istnieja rozne organizacje rozdajace jedzenie bezdomnym, tak samo moga
> oferowac pomoc medyczna.
Ale skąd biorą pieniądze? 8-) Same je zarabiają? Bo jeśli państwo im
daje, to są to pieniądze podatników, jak by na to nie spojrzeć. Czyli,
być może, część tego, co płacimy NFZ-owi czy ZUS-owi.
> nawet jezeli zalozymy ze ludzie sa z gruntu niewrazliwi na nieszczescia
> innych (dlatego caritas i owsiak nie istnieja)
Załóżmy, że utrzymanie dorosłej osoby kosztuje średnio 1500 zł
miesięcznie. Utrzymanie osoby niepełnosprawnej - różnie, na pewno, ale
przyjmimy, że średnio 2000 zł/mies. Niech to będzie samotna matka z
upośledzonym dzieckiem - potrzebują 3500 zł/mies. Zdaje się, że to
jest więcej niż przeciętne miesięczne zarobki przeciętnego
Kowalskiego. Pytanie, czy w ich najbliższej okolicy znalazłoby się
wystarczająco dużo osób, które wspólnie mogłyby im podarować co
miesiąc taką kwotę? Niechby każdy dał 100 zł [a nie liczyłabym na to
za bardzo, bo dla osoby, która zarabia miesięcznie ~1200, 100 zł to
mnóstwo forsy], to potrzeba 35 osób, które osiągają dochody. I jeszcze
należy doliczyć podatek od darowizny ;>
Czytałam gdzieś artykuł o takiej matce, która co prawda miała zdrowe
dzieci i sama była zdolna do pracy, ale mimo starań nie mogła nigdzie
znaleźć zatrudnienia i takich zarobków, które by pozwoliły utrzymać i
wyżywić rodzinę. Wyżebrała w gminie jakieś nędzne mieszkanie, ale co
dalej? Poszła do pomocy społecznej i dostała całe 50 zł zapomogi... :>
> i potrzebne bylyby
> dotacje panstwowe to ciagle byloby nieporownywalne z obecna sytuacja
> gdzie patologia obowiazkowych ubezpieczen dotyka 99% lekarzy i pacjentow.
Otóż właśnie. Naprawdę bym się nie czepiała ubezpieczeń obowiązkowych,
gdyby tylko faktycznie można było mieć pewność, że w razie potrzeby
pacjent zostanie należycie potraktowany. Na szczęście nie mam częstych
kontaktów z państwowym lecznictwem, ale te, które mam, nie nastawiają
mnie przychylnie :/ I żeby nie było: nie mam na myśli ogółu lekarzy,
pielęgniarek i innego personelu, tylko po pierwsze niektóre konkretne
osoby, po drugie dosyć powszechny sposób traktowania pacjentów, po
trzecie beznadziejną organizację pracy wielu placówek. Wolę zapłacić i
załatwić wszystko bez stresu, ale mnie denerwuje, kiedy za to samo mam
płacić dwa razy [VATu i innych podatków nie licząc :>].
Pozdrawiam, Carrie